czwartek, 14 grudnia 2017
Płyta, której brakowało: [recenzja] Pivot - "Taco Hemingway"
niedziela, 19 marca 2017
Tak równo i emocjonująco nie było od lat!
Ćwierćfinałowe mecze w tym sezonie europejskiego raju elektryzują wszyskich fanów piłki nożnej. Będziemy mieli cztery potyczki, w których emocji na pewno nie będzie brakować, nawet dla przeciętnego futbolowego laika.
"Lisy" ponownie pojadą podbić Hiszpanię. Tym razem na drodze drużyny z wysp stanie głodne i żądne krwi Atletico. Ekipa Diego Simeone - nie ma co się oszukiwać - pogrzebała swoje szanse na włączenie się do walki o mistrzostwo Hiszpanii już dawno. Strata trzynastu punktów do rywala zza między przed jedenastoma seriami gier do zakończenia rozgrywek w Hiszpanii spowoduje tylko wściekłość drużyny "Rojiblancos". W obecnej dekadzie klub z Madrytu dwukrotnie dotarł do finału Ligi Mistrzów. Dwukrotnie przegrywając - notabene - z "Królewskimi". W sezonie 2013/14 ulegając zespołowi Carlo Ancelottiego po dogrywce (choć sekundy dzieliły tę ekipę do końcowego tryumfu), a dwa lata później obecnemu trenerowi "Galaktycznych" Zinedine'owi Zidane'owi po serii rzutów karnych. Drużyna argentyńskiego szkoleniowca zameldowała się w najlepszej ósemce eliminując niemiecki Bayer Leverkusen. Co prawda na Vicente Calderon było 0-0, dzięki kapitalnej partii Jana Oblaka. Jednakże dwadzieścia dni wcześniej - w Niemczech - drużyna z Madrytu pewnie pokonała "Aptekarzy" 4-2. Dość sensacyjny mistrz Anglii - Leicester City - w spektakularny sposób wyeliminował Sevillę. W stolicy Andaluzji drużyna - wtedy jeszcze Claudio Ranieriego - uległa 2-1 (strzelając tym samym pierwszego gola w 2017 roku) po bramce Jamiemu Vardy'ego, aby w rewanżowym meczu pokonać Hiszpanów 2-0. Co prawda Anglikom pomogła bezmyślność Samira Nasriego, który dał się sprowokować Vardy'emu i w pełni zasłużenie otrzymał czerwony kartonik. Jednak MVP dwumeczu bezapelacyjnie został Kasper Schmeichel. Duński bramkarz w pierwszym jak i drugim meczu wyciągnął po jednej jedenastce i to w głównej mierze dzięki niemu mamy jakiegokolwiek reprezentanta z wysp na etapie 1/4 Champions League. Zdecydowanym faworytem tej pary są gracze Cholo, jednakże kiedy stery dowódcy w "Lisach" przejął Craig Shakespeare, to ta drużyna wygrywa z każdym i z drużyny, która była tuż nad kreską kopciuszek tegorocznych rozgrywek, wywindował na pietnastą lokatę utrzymując jak na razie bezpieczną, sześć punktów przewagi nad Hull City, które zajmuje osiemnaste miejsce w lidze. W opinii wielu ekspertów najciekawszym pojedynkiem tej fazy rozgrywek będzie dwumecz Borussi Dortmund z AS Monaco. Niemiecka ekipa, która po 25 kolejkach plasuje się na trzeciej lokacie na krajowym podwórku, zagra z liderem francuskiej Ligue 1, a zarazem z najbardziej bramkostrzelną drużyną Europy. W dodatku: finalistą Pucharu Ligi Francuskiej i ćwierćfinalistą Pucharu Francji. AS Monaco po 29 kolejkach wcisnęło rywalom 84 gole, Borussia w Bundeslidze 54-krotnie znajdowała drogę do bramki, grając o dwie kolejki mniej niż drużyna z Księstwa. Drużyna z Księstwa, która odprawiła z kwitkiem napakowaną arabskimi pieniędzmi ekipę z Manchesteru. Po pierwszym, cudownym dla widowiska meczu piłkarze Leonardo Jardima ulegli Obywatelom 5-3 (w tym meczu karnego nie wykorzystał Radamel Falcao). Lecz rewanż to był taktyczny majstersztyk podopiecznych portugalskiego dowódcy. Po niesamowitej pierwszej połowie francuska ekipa prowadziła 2-0. Wydawało się, że kiedy w drugiej połowie Leroy Sane dał bramkę gwarantującą awans "The Citizens", to ekipa Guardioli zagra w kolejnej rundzie. Jednak Tiemoue Bakayoko zdobył bramkę na 3-1, bramkę, która przypieczętowała awans drużynie multimiliardera z Rosji - Vadima Vasilyeva - eliminując tym samym angielską ekipę. Dwa lata wcześniej na tym samym etapie drużyna ze Stadion Ludwika II również wyeliminowała drużynę z wysp. Wtedy gorycz porażki musiał przełknąć Arsenal Londyn. Pep Guardiola w swojej trenerskiej karierze po raz pierwszy pożegnał się z Ligą Mistrzów na etapie 1/8 finału. Drużyna Thomasa Tuchela z małymi problemami zameldowała się w ćwierćfinale pokonując Benfice Lizbona. W stolicy Portugalii padł wynik 1-0 dla gospodarzy, po bramce strzelonej przez Kostandinosa Mitroglu. W tym meczu fatalne zawody rozegrała największa gwiazda BVB Pierre-Emerick Aubameyang, który to nie wykorzystał jedenastki. Rewanż należał jednak pod dyktando BVB. Aubameyang już w czwartej minucie pokonał pierwszy raz tego wieczoru Edersona Moraesa i wyrównał stan dwumeczu. Po przerwie do siatki trafił Christian Pulisic i ponownie - tym razem -dwukrotnie gaboński snajper Borussii, tym samym kompletując hat-tricka, dając ćwierćfinał i jednocześnie nadzieje na finał, jak miało to miejsce choćby w sezonie 2012/13. Jednak AS Monaco będzie chciało nawiązać do sezonu 2003/04, gdzie zameldowali się w Gelsenkirchen, przegrywając ostatecznie finałowy mecz z FC Porto 3-0. Jedno jest pewne. W półfinale zobaczymy na pewno jednego Polaka. Łukasza Piszczka czy Kamila Glika? Przekonamy się wkrótce. Minimalnym faworytem tego dwumeczu wg bukmacherów są zwycięzcy Champions League z sezonu 1996/97.
W kolejnym spotkaniu na przeciw siebie staną finaliści Ligi Mistrzów z sezonu 2014/15: Juventus oraz FC Barcelona. Od tamtego meczu, który to "Duma Katalonii" na Olympiastadion w Berlinie pokonała Starą Damę 3-1 minęły niecałe dwa lata. Teraz drużyna Luisa Enrique nie będzie miała łatwej przeprawy, ale czy może być trudniej? Czy drużyna, która po przegraniu pierwszego meczu 4-0 i odrobieniu strat - z małą pomocą arbitra Deniza Aytekina - w drugim meczu i wygraniu rewanżowej batalii 6-1 może obawiać się kogokolwiek? Odpowiedź jest banalnie prosta. Tak, może. Zwłaszcza Juventusu, który nie przegrał jeszcze żadnego meczu w tym sezonie Champions League, tracąc najmniej spośród najlepszych ośmiu drużyn Europy - dwa gole. To prawda. Katalończycy mają tercet MSN (Messi-Suarez-Neymar), ale tercet BBC (Bonucci-Bargzali-Chiellini) jest w stanie zatrzymać tę rozpędzoną machinę z Ameryki Południowej. Pikanterii temu pojedynkowi dodaje fakt ponownego spotkania się na boisku Luisa Suareza z Giorgio Chiellinim. Urugwajczyk, który ugryzł Włocha w trzecim meczu grupowym brazylijskiego turnieju, dostał karę czterech miesięcy banicji. Przez ten okres czasu nie mógł wykonywać żadnej działalności piłkarskiej. Inny smaczek tego spotkania, to z pewnością pojedynek argentyńsko-argentyński. Lionel Messi kontra Gonzalo Higuain i Paula Dybala. Messi w tej edycji uzbierał jedenaście goli i z największą przyjemność powiększyłby ten dorobek bramkowy. Przy duecie Higuain - Dybala piłka pięciokrotnie zatrzepotała w siatce rywali. Oczywiście. FC Barcelona to nie FC Porto, nie będzie tak łatwo jak z drużyną z Estadio do Dragao. Jednak ekipa Massimo Allegriego może w pełni skupić się na tym pojedynku, bowiem w Serie A na dziesięć kolejek przed zakończeniem sezonu posiadają osiem punktów przewagi nad drugą AS Romą i pewnie kroczy po szósty tryumf pod rząd. W dodatku są w półfinale Pucharu Włoch, w którym to w pierwszy meczu pewnie pokonali na Juventus Stadium drużynę S.S.C. Napoli 3-1. FC Barcelona natomiast na razie jest na drugim miejscu w La Lidze, tuż za Realem Madryt, ale w Copa De la Rey doszli do finału, a tam dość niespodziewanie ich oponentem będzie Deportivo Alaves. Najważniejsze pytanie przed tym dwumeczem brzmi: czy Allegri wyciągnął wnioski po przegranym finale z 2015 roku? Jeśli wyciągnął, to "Bianconeri" będą na dobrej drodze do zdobycia trypletu, którego w historii drużyna z Turynu nigdy nie posmakowała.
Przedwczesny finał. Tak kibice na całym świecie określają starcie gigantów, pojedynek Bayernu Monachium z Realem Madryt. "Bawarczycy", którzy bez najmniejszego problemu zameldowali się w 1/4 finału, wykonując przy okazji remontady na Arsene Wengerze i jego "Kanonierach" ogrywając ich w dwumeczu 10-2 (!), bez żadnych przeszkód znaleźli się w tym zaszczytnym gronie. Arsenal Londyn siódmy rok z kolei nie mógł przejść tej fazy rozrywek. Trzykrotnie do kolejnej rundy zespołu francuskiego menadżera nie dopuściła drużyna z Monachium. To jak... Za rok powtórka czy może los przydzieli im FC Barcelonę? "Bawarczykom" na pewno "Blaugrana" nie przeszkodzi na krajowym podwórku w zdobyciu Patery piąty rok pod rząd. Gracze Ancellotiego mają również chrapkę obronić krajowy puchar. Na obronę krajowego pucharu chrapkę po przegranym ćwierćfinałowym dwumeczu z Celtą Vigo zatracili "Królewscy". Mają inny cel. Chcą obronić puchar, który zdobyli rok wcześniej na stadionie Giuseppe Meazza w Mediolanie. Gdyby to się stało faktem, to przeszliby tym samym do historii, jako pierwsza drużyna, jakiej udało się tego dokonać. Duodecimo? Tak. Tego chce biała część Madrytu, ale na pewno nie chce tego włoski strateg Carlo Ancelotti. Włoch doskonale umie prowadzić drużyny w fazach pucharowych, co pokazał wygrywając z nimi trzykrotnie - dwukrotnie z AC Milanem i jeden raz właśnie z "Galaktycznymi". Kibice nie mogą doczekać się pojedynku po latach. Robert Lewandowski - tym razem w innym trykocie - ponownie stanie na przeciwko ekipie z Santiago Bernabeu. W sezonie 2012/13, w którym to Bayern triumfował, to Borussia z nim w składzie doszła do finału, rozdeptując jak walec drogowy m. in. Real Madryt. W tym meczu całemu światu objawił się talent polskiego zawodnika odrzuconego sprzed laty przez Legię Warszawa. Polski napastnik władował "Królewskim" cztery pociski na Signul Iduna Park. W tym sezonie w rozgrywkach dla najlepszych zapakował rywalom już siedem bramek i z chęcią poprawiłby ten rezultat. Ten dwumecz w szczególności będzie zwracać uwagę wszystkich postronnym kibiców na Carlo Ancelottiego, który to będzie chciał pokazać Florentino Perezowi, iż jednak się mylił zwalniając go z funkcji madryckiego trenera zaledwie rok po zdobyciu decimy. Inni czekają na pojedynek Cristiano Ronaldo z Lewandowskim. Kolejny raz los chciał aby Real grał przeciw drużynie, w której występuje Polak, bowiem we wcześniejszej rundzie ograli Napoli, w którym występują dwaj reprezentanci kadry selekcjonera Adama Nawałki: Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński. Faworyta tego spotkania ciężko zidentyfikować, na pewno dyspozycja dnia zawodników i założenia taktyczne będą miała kolosalne znaczenie na przebieg tego hitu.
Cztery hitowe pojedynki, bardzo wyrównane spotkania i naprawdę ciężko wskazać - z wyjątkiem Atletico - Leicester City - zdecydowanego faworyta tych dwumeczów. Dla miłośników futbolu czeka niesamowita gratka, opakowana w osiem meczów, które nie do końca tak łatwo rozgryźć.
Czy kopciuszek z Leicester ma jakiekolwiek szansę przeciwstawić się ekipie ze stolicy Hiszpanii? A może mit o wypaleniu Atletico Simeone nie znajdzie swojego potwierdzenia? Czy tak duży nakład meczów sprawi, że młodzi, gniewni zawodnicy AS Monaco odpadną z sił w najważniejszej fazie sezonu? A może to Borussia spuchnie, przez szpital jaki mają w swoich szeregach? Czy Suarez tym razem ukąsi? Czy BBC zatrzyma MSN? I wreszcie... Lewandowski czy Ronaldo, który piłkarz da awans swojemu zespołowi?
Tyle pytań. Osiem fenomenalnych drużyn, a tylko cztery miejsca. Futbol nie jest sprawiedliwy, to prawda. Jednak futbol jest nieprzewidywalny i pełen niespodzianek... bo z futbolem jak z podbojem do dziewczyny - wielu kandydatów, a tylko jeden mężczyzna może zabiegać o jej względny i wygrać rywalizację o tę kobietę z innymi kontrkandydatami. Wygrana smakuje jeszcze lepiej, kiedy każdy z rywali prezentuje ten sam wysoki poziom.