czwartek, 14 grudnia 2017

Płyta, której brakowało: [recenzja] Pivot - "Taco Hemingway"

Polski rap - dotychczas - w 2017 roku nie miał żadnego głośnego powrotu. Co prawda Enson wydał w końcu swój drugi solowy album, ale poza zawodnikiem z Gorzowa nie widziałem żadnego powrotu, który, by przykuł w jakikolwiek sposób moją uwagę. Sytuacja również tyczy się hip-hopowych składów. W końcu ruszyło się coś w Krakowie i chłopaki z Hipocentrum wreszcie postanowili nagrać swój pierwszy album, gdzie jego premiera nastąpi niebawem. Co, a właściwie kto po części łączy Ensona i krakowską ekipę? Kamil Pivot. Pivot, który szerszemu gronu odbiorców dał się poznać na producenckiej płycie Quiza "Materiał Producencki" w kawałku "Yyy, eee" postanowił po 8 latach od tamtego featuringowi wydać swój solowy album, który został zapowiedziany kilka dni przed jego upublicznieniem na bitach Dj'a Urbeka, którego możecie, a wręcz powinniście kojarzyć ze składu Dinal Team. Już po pierwszych sekundach beatu Urbeka można było wysnuć wniosek, że to nie będzie Pivot, z 2014 roku, lecz Pivot, który dał się pokochać z tej truskulowej strony. Utwór otwierający płytę "Mandarynki" - nota bene mój faworyt z tej płyty - wywołał na moim ciele ciarki. Lecz nie tylko. Do tego stopnia byłem pochłonięty tym numerem, że złapałem się za głowę z każdą kolejną linijką coraz mocniej. Bo czy lepiej można byłoby rozpocząć płytę, niż follow upem do własnej osoby, do własnych wersów? "Dobra zagadam, ryzik-fyzik W czasach "Yyy, eee", to bym do niej się nie zbliżył Pamiętasz, mówiłem, że stawiały na mnie krzyżyk No to już nie byłem Giewont, może przez te męskie rysy". Utwór opowiada poznanie się artysty z wybranką jego serca, z którą jest do dziś. "Siódmy sezon" mówi o codziennym życiu dorosłego człowieka, który ma własne dzieci, że nie można nic zaplanować przez wypadki losowe. Kamil pokazuje, że rodzina jest dla niego najważniejsza i poświęca się im w 100%, o czym mówi wers - z lekkim przymrużeniem oka: "Jak anestezjolog chciałbym umieć dzieci uśpić". Trzeci numer z płyty jest o codziennych, bezsensownych pytaniach pociech, które są nieświadome zadawanych przez siebie pytań, lecz mogą niekiedy zagiąć niejednego rodzica. Widać w muzyku, że nadal jest zajarany piłką nożną, skąd też odniesienia do piłkarskiego światka względem Chile. Kolejny numer w dość szary sposób opisuje codzienne życie i ile wydaje się na dzieci. Pivot nie mógł nie poruszyć w tym numerze kwestii butów i ubrań w polskim hip-hopie, a w wersie: "Nie przejdą kilometra w swoich butach, trzeba nowe" - wyczuwam drwinę z pewnego warszawskiego rapera. Nie mogło zabraknąć również uszczypliwości w stronę Arsenalu, którego raper jest kibicem, bo skoro jest już trójka, to dlaczego by miało nie być 4-ego potomstwa? Kolejnym argumentem na miłość rodzicielską do swoich dzieci jest numer "Niezgon", gdzie artysta wspomina swojego ostatniego kaca i swoje melanżowe życie, a dwuwers: "Więc kiedy weekend jest Wolę się z nimi bawić, niż zdychać jak pies" Jest tylko potwierdzeniem tego, że dzieci to najcenniejszy dar, jaki człowiek może dostać od życia, przede wszystkim cenniejszy od melanżowania. Po nostalgicznym 2011 roku dla Pivota mamy numer "Sny o Intertoto". Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie ekscytował się tym pucharem w latach młodzieńczych. Aż sam zatęskniłem za tymi meczami w lecie... Za latem nie tęskni Kamil, tak samo jak za zimą, no, trzeba przyznać jest wybredny, a więc za czym tęskni? Za pogodą na bluzę. Chyba każdy marzył dać bluzę wybrance swojego serca, by pokazać jak bardzo ją kochamy i jak bardzo się o nią troszczymy, prawda? Ale nie tylko. Zrozumie to każdy człowiek, który ma własne dzieci, bo przecież to prawda, że latem pociechy myślą tylko o lodach i ciągną do każdej lodziarni swoich rodziców, a zimą notoryczne ciepłe ubranie dziecka i jazda z nim na jakąś górkę, a ile to czasu zajmie człowiekowi ubranie go...? Właśnie. Na zakończenie płyty raper w metaforyczny sposób upodabnia się do Rooney'a, wspomina Euro '04 w Portugalii, że pomimo tego samego wieku Anglik może zagrać na ME, a Pivotowi jedynie co pozostaje to dogranie sezonu w CM'a... Na domiar tego szuka MC's ze swojego rocznika, dzięki czemu zaczyna sam z sobą się rozliczać, że trochę późno wydał debiut, co podsumowuje słowami: "Mój debiut w 17-tym, przy tamtych to żarty", czy też: "Chciałem być mega raperem, a wyszło jak z Rooney'em". W zalewie newschoolowego rapu jaki napłynął zza Ameryki do Polski cieszę się, że mogę posłuchać czegoś innego. Beż żadnych przyśpieszeń, bez żadnych zaczepek, po prostu prosty rap zrobiony od serducha, dzięki czemu mogę wrócić do podziemnego rapu, jaki poznałem w czasach mojej przygody gimnazjalnej. Lepiej bym zrozumiał tę płytę, gdybym miał dzieci - oczywiście. To dam swój egzemplarz dla mamy, a za 5-10 lat go od niej powinę... Nie, nie. Jeszcze się przyzwyczai i trudno jej będzie się pożegnać z fizycznym nośnikiem. Warto też nadmienić o bitach Urbeka, które położył takie, z jakich go znaliśmy. Okładka płyty również zasługuję na swój akapit, bo jak tu nie wykorzystać kunsztu malarskiego swojego syna, śmiałby ktoś. Oby ta płyta nie była niedzielną grą na orliku, a może i niech taką będzie, ale liczę, że kolejna - mam nadzieję, że nastanie - będzie grą z boisk fazy play-off Champions Leaugue. 8,5/10.

niedziela, 19 marca 2017

Tak równo i emocjonująco nie było od lat!

Ćwierćfinałowe mecze w tym sezonie europejskiego raju elektryzują wszyskich fanów piłki nożnej. Będziemy mieli cztery potyczki, w których emocji na pewno nie będzie brakować, nawet dla przeciętnego futbolowego laika.

"Lisy" ponownie pojadą podbić Hiszpanię. Tym razem na drodze drużyny z wysp stanie głodne i żądne krwi Atletico. Ekipa Diego Simeone - nie ma co się oszukiwać - pogrzebała swoje szanse na włączenie się do walki o mistrzostwo Hiszpanii już dawno. Strata trzynastu punktów do rywala zza między przed jedenastoma seriami gier do zakończenia rozgrywek w Hiszpanii spowoduje tylko wściekłość drużyny "Rojiblancos". W obecnej dekadzie klub z Madrytu dwukrotnie dotarł do finału Ligi Mistrzów. Dwukrotnie przegrywając - notabene - z "Królewskimi". W sezonie 2013/14 ulegając zespołowi Carlo Ancelottiego po dogrywce (choć sekundy dzieliły tę ekipę do końcowego tryumfu), a dwa lata później obecnemu trenerowi "Galaktycznych" Zinedine'owi Zidane'owi po serii rzutów karnych. Drużyna argentyńskiego szkoleniowca zameldowała się w najlepszej ósemce eliminując niemiecki Bayer Leverkusen. Co prawda na Vicente Calderon było 0-0, dzięki kapitalnej partii Jana Oblaka. Jednakże dwadzieścia dni wcześniej - w Niemczech - drużyna z Madrytu pewnie pokonała "Aptekarzy" 4-2. Dość sensacyjny mistrz Anglii - Leicester City - w spektakularny sposób wyeliminował Sevillę. W stolicy Andaluzji drużyna - wtedy jeszcze Claudio Ranieriego - uległa 2-1 (strzelając tym samym pierwszego gola w 2017 roku) po bramce Jamiemu Vardy'ego, aby w rewanżowym meczu pokonać Hiszpanów 2-0. Co prawda Anglikom pomogła bezmyślność Samira Nasriego, który dał się sprowokować Vardy'emu i w pełni zasłużenie otrzymał czerwony kartonik. Jednak MVP dwumeczu bezapelacyjnie został Kasper Schmeichel. Duński bramkarz w pierwszym jak i drugim meczu wyciągnął po jednej jedenastce i to w głównej mierze dzięki niemu mamy jakiegokolwiek reprezentanta z wysp na etapie 1/4 Champions League. Zdecydowanym faworytem tej pary są gracze Cholo, jednakże kiedy stery dowódcy w "Lisach" przejął Craig Shakespeare, to ta drużyna wygrywa z każdym i z drużyny, która była tuż nad kreską kopciuszek tegorocznych rozgrywek, wywindował na pietnastą lokatę utrzymując jak na razie bezpieczną, sześć punktów przewagi nad Hull City, które zajmuje osiemnaste miejsce w lidze. W opinii wielu ekspertów najciekawszym pojedynkiem tej fazy rozgrywek będzie dwumecz Borussi Dortmund z AS Monaco. Niemiecka ekipa, która po 25 kolejkach plasuje się na trzeciej lokacie na krajowym podwórku, zagra z liderem francuskiej Ligue 1, a zarazem z najbardziej bramkostrzelną drużyną Europy. W dodatku: finalistą Pucharu Ligi Francuskiej i ćwierćfinalistą Pucharu Francji. AS Monaco po 29 kolejkach wcisnęło rywalom 84 gole, Borussia w Bundeslidze 54-krotnie znajdowała drogę do bramki, grając o dwie kolejki mniej niż drużyna z Księstwa. Drużyna z Księstwa, która odprawiła z kwitkiem napakowaną arabskimi pieniędzmi ekipę z Manchesteru. Po pierwszym, cudownym dla widowiska meczu piłkarze Leonardo Jardima ulegli Obywatelom 5-3 (w tym meczu karnego nie wykorzystał Radamel Falcao). Lecz rewanż to był taktyczny majstersztyk podopiecznych portugalskiego dowódcy. Po niesamowitej pierwszej połowie francuska ekipa prowadziła 2-0. Wydawało się, że kiedy w drugiej połowie Leroy Sane dał bramkę gwarantującą awans "The Citizens", to ekipa Guardioli zagra w kolejnej rundzie. Jednak Tiemoue Bakayoko zdobył bramkę na 3-1, bramkę, która przypieczętowała awans drużynie multimiliardera z Rosji - Vadima Vasilyeva - eliminując tym samym angielską ekipę. Dwa lata wcześniej na tym samym etapie drużyna ze Stadion Ludwika II również wyeliminowała drużynę z wysp. Wtedy gorycz porażki musiał przełknąć Arsenal Londyn. Pep Guardiola w swojej trenerskiej karierze po raz pierwszy pożegnał się z Ligą Mistrzów na etapie 1/8 finału. Drużyna Thomasa Tuchela z małymi problemami zameldowała się w ćwierćfinale pokonując Benfice Lizbona. W stolicy Portugalii padł wynik 1-0 dla gospodarzy, po bramce strzelonej przez Kostandinosa Mitroglu. W tym meczu fatalne zawody rozegrała największa gwiazda BVB Pierre-Emerick Aubameyang, który to nie wykorzystał jedenastki. Rewanż należał jednak pod dyktando BVB. Aubameyang już w czwartej minucie pokonał pierwszy raz tego wieczoru Edersona Moraesa i wyrównał stan dwumeczu. Po przerwie do siatki trafił Christian Pulisic i ponownie - tym razem -dwukrotnie gaboński snajper Borussii, tym samym kompletując hat-tricka, dając ćwierćfinał i jednocześnie nadzieje na finał, jak miało to miejsce choćby w sezonie 2012/13. Jednak AS Monaco będzie chciało nawiązać do sezonu 2003/04, gdzie zameldowali się w Gelsenkirchen, przegrywając ostatecznie finałowy mecz z FC Porto 3-0. Jedno jest pewne. W półfinale zobaczymy na pewno jednego Polaka. Łukasza Piszczka czy Kamila Glika? Przekonamy się wkrótce. Minimalnym faworytem tego dwumeczu wg bukmacherów są zwycięzcy Champions League z sezonu 1996/97.

W kolejnym spotkaniu na przeciw siebie staną finaliści Ligi Mistrzów z sezonu 2014/15: Juventus oraz FC Barcelona. Od tamtego meczu, który to "Duma Katalonii" na Olympiastadion w Berlinie pokonała Starą Damę 3-1 minęły niecałe dwa lata. Teraz drużyna Luisa Enrique nie będzie miała łatwej przeprawy, ale czy może być trudniej? Czy drużyna, która po przegraniu pierwszego meczu 4-0 i odrobieniu strat - z małą pomocą arbitra Deniza Aytekina - w drugim meczu i wygraniu rewanżowej batalii 6-1 może obawiać się kogokolwiek? Odpowiedź jest banalnie prosta. Tak, może. Zwłaszcza Juventusu, który nie przegrał jeszcze żadnego meczu w tym sezonie Champions League, tracąc najmniej spośród najlepszych ośmiu drużyn Europy - dwa gole. To prawda. Katalończycy mają tercet MSN (Messi-Suarez-Neymar), ale tercet BBC (Bonucci-Bargzali-Chiellini) jest w stanie zatrzymać tę rozpędzoną machinę z Ameryki Południowej. Pikanterii temu pojedynkowi dodaje fakt ponownego spotkania się na boisku Luisa Suareza z Giorgio Chiellinim. Urugwajczyk, który ugryzł Włocha w trzecim meczu grupowym brazylijskiego turnieju, dostał karę czterech miesięcy banicji. Przez ten okres czasu nie mógł wykonywać żadnej działalności piłkarskiej. Inny smaczek tego spotkania, to z pewnością pojedynek argentyńsko-argentyński. Lionel Messi kontra Gonzalo Higuain i Paula Dybala. Messi w tej edycji uzbierał jedenaście goli i z największą przyjemność powiększyłby ten dorobek bramkowy. Przy duecie Higuain - Dybala piłka pięciokrotnie zatrzepotała w siatce rywali. Oczywiście. FC Barcelona to nie FC Porto, nie będzie tak łatwo jak z drużyną z Estadio do Dragao. Jednak ekipa Massimo Allegriego może w pełni skupić się na tym pojedynku, bowiem w Serie A na dziesięć kolejek przed zakończeniem sezonu posiadają osiem punktów przewagi nad drugą AS Romą i pewnie kroczy po szósty tryumf pod rząd. W dodatku są w półfinale Pucharu Włoch, w którym to w pierwszy meczu pewnie pokonali na Juventus Stadium drużynę S.S.C. Napoli 3-1. FC Barcelona natomiast na razie jest na drugim miejscu w La Lidze, tuż za Realem Madryt, ale w Copa De la Rey doszli do finału, a tam dość niespodziewanie ich oponentem będzie Deportivo Alaves. Najważniejsze pytanie przed tym dwumeczem brzmi: czy Allegri wyciągnął wnioski po przegranym finale z 2015 roku? Jeśli wyciągnął, to "Bianconeri" będą na dobrej drodze do zdobycia trypletu, którego w historii drużyna z Turynu nigdy nie posmakowała.

Przedwczesny finał. Tak kibice na całym świecie określają starcie gigantów, pojedynek Bayernu Monachium z Realem Madryt. "Bawarczycy", którzy bez najmniejszego problemu zameldowali się w 1/4 finału, wykonując przy okazji remontady na Arsene Wengerze i jego "Kanonierach" ogrywając ich w dwumeczu 10-2 (!), bez żadnych przeszkód znaleźli się w tym zaszczytnym gronie. Arsenal Londyn siódmy rok z kolei nie mógł przejść tej fazy rozrywek. Trzykrotnie do kolejnej rundy zespołu francuskiego menadżera nie dopuściła drużyna z Monachium. To jak... Za rok powtórka czy może los przydzieli im FC Barcelonę? "Bawarczykom" na pewno "Blaugrana" nie przeszkodzi na krajowym podwórku w zdobyciu Patery piąty rok pod rząd. Gracze Ancellotiego mają również chrapkę obronić krajowy puchar. Na obronę krajowego pucharu chrapkę po przegranym ćwierćfinałowym dwumeczu z Celtą Vigo zatracili "Królewscy". Mają inny cel. Chcą obronić puchar, który zdobyli rok wcześniej na stadionie Giuseppe Meazza w Mediolanie. Gdyby to się stało faktem, to przeszliby tym samym do historii, jako pierwsza drużyna, jakiej udało się tego dokonać. Duodecimo? Tak. Tego chce biała część Madrytu, ale na pewno nie chce tego włoski strateg Carlo Ancelotti. Włoch doskonale umie prowadzić drużyny w fazach pucharowych, co pokazał wygrywając z nimi trzykrotnie - dwukrotnie z AC Milanem i jeden raz właśnie z "Galaktycznymi". Kibice nie mogą doczekać się pojedynku po latach. Robert Lewandowski - tym razem w innym trykocie - ponownie stanie na przeciwko ekipie z Santiago Bernabeu. W sezonie 2012/13, w którym to Bayern triumfował, to Borussia z nim w składzie doszła do finału, rozdeptując jak walec drogowy m. in. Real Madryt. W tym meczu całemu światu objawił się talent polskiego zawodnika odrzuconego sprzed laty przez Legię Warszawa. Polski napastnik władował "Królewskim" cztery pociski na Signul Iduna Park. W tym sezonie w rozgrywkach dla najlepszych zapakował rywalom już siedem bramek i z chęcią poprawiłby ten rezultat. Ten dwumecz w szczególności będzie zwracać uwagę wszystkich postronnym kibiców na Carlo Ancelottiego, który to będzie chciał pokazać Florentino Perezowi, iż jednak się mylił zwalniając go z funkcji madryckiego trenera zaledwie rok po zdobyciu decimy. Inni czekają na pojedynek Cristiano Ronaldo z Lewandowskim. Kolejny raz los chciał aby Real grał przeciw drużynie, w której występuje Polak, bowiem we wcześniejszej rundzie ograli Napoli, w którym występują dwaj reprezentanci kadry selekcjonera Adama Nawałki: Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński. Faworyta tego spotkania ciężko zidentyfikować, na pewno dyspozycja dnia zawodników i założenia taktyczne będą miała kolosalne znaczenie na przebieg tego hitu.

Cztery hitowe pojedynki, bardzo wyrównane spotkania i naprawdę ciężko wskazać - z wyjątkiem Atletico - Leicester City - zdecydowanego faworyta tych dwumeczów. Dla miłośników futbolu czeka niesamowita gratka, opakowana w osiem meczów, które nie do końca tak łatwo rozgryźć.

Czy kopciuszek z Leicester ma jakiekolwiek szansę przeciwstawić się ekipie ze stolicy Hiszpanii? A może mit o wypaleniu Atletico Simeone nie znajdzie swojego potwierdzenia? Czy tak duży nakład meczów sprawi, że młodzi, gniewni zawodnicy AS Monaco odpadną z sił w najważniejszej fazie sezonu? A może to Borussia spuchnie, przez szpital jaki mają w swoich szeregach? Czy Suarez tym razem ukąsi? Czy BBC zatrzyma MSN? I wreszcie... Lewandowski czy Ronaldo, który piłkarz da awans swojemu zespołowi?

Tyle pytań. Osiem fenomenalnych drużyn, a tylko cztery miejsca. Futbol nie jest sprawiedliwy, to prawda. Jednak futbol jest nieprzewidywalny i pełen niespodzianek... bo z futbolem jak z podbojem do dziewczyny - wielu kandydatów, a tylko jeden mężczyzna może zabiegać o jej względny i wygrać rywalizację o tę kobietę z innymi kontrkandydatami. Wygrana smakuje jeszcze lepiej, kiedy każdy z rywali prezentuje ten sam wysoki poziom.

wtorek, 14 lutego 2017

Czas się poznać.

Witam, niektórzy z Was pewnie mnie znają, inni kojarzą, a kolejnej grupie jestem zupełnie inny. Mam na imię Łukasz. W świecie blogspotu jestem - z przerwami - od 2008 roku. Głównie moje życie za szczyla kierowało się wrestlingiem i swoją pasję na blogach podzielałem z innymi uczestnikami. Blogspot zabrał mi jakoś 4/5 lat życia. Nie żałuję jednak tego czasu. Poznałem tutaj fajnych ludzi, gdzie kontakt z niektórymi mam do dziś, ale nikt z nas nie ma czasu na oglądanie udawanych bijatyk. Co jeszcze mogę o sobie powiedzieć? Na pewno to, że teraz studiuję. Jestem aktualnie na pierwszym roku studiów dziennikarskich. Wziąłem sobie ten kierunek głównie z nudów, ponieważ uważam, że tylko człowiek ciężką pracą zaistnieje w tym biznesie, a nie studiami, zwłaszcza takimi, co nie mają perspektyw na przyszłość - jak te. Pomimo ostatnio mocnej niechęci do muzyki, to jednak jest ona jakimś klockiem w układance mojego życia. Słucham na co dzień rapu - dużo rapu, chociaż ostatnio zdarza mi się rzadko tego słuchać. Od 3/4 lat uważam, że to muzyka dla imbecyli (dlatego go słucham), dla ludzi takich, którzy mają problemy, którzy są odrzuceni też jest ten gatunek muzyczny - takie refleksje. Mogę polecić bardzo Flojda, okropnie jaram się twórczością tego artysty. Laik, Świnia, Enson, Ejmatt, Kartky... Mogę tak wymieniać w nieskończoność, bo dużo jest kotów wartych polecenia w polskim rapie. Zapomniałem o jednym - Duchu. Dodatkowo piłka nożna, o tak. Głównie dla niej poszedłem na te studia i jak na nie poszedłem nie mam zupełnie parcia na ten sport. Kibicuję Liverpoolowi, wspieram ten klub od finału Pucharu UEFA z Alaves, choć tak naprawdę wspieram go, bo mój ojciec jest również zagorzałym kibicem tego klubu. Z innych lig również mam swoich faworytów. We włoskiej lidze - Romę, niemieckiej - Schalke, hiszpańskiej - Atletico, francuskiej - Monaco, holenderskiej - Feyenoord, portugalskiej - Sporting, tureckiej - Besiktas. A to wszystko przez taką jedną grę o nazwie Football Manager w edycji 07 (z wyjątkiem Monaco i Besiktasu). Oczywiście nie śledzę wszystkich tych drużyn, nie mam po prostu zajawki na futbol i co roku - te same - drużyny, które wygrywają, nuda straszna. Wciągają mnie mocno biografie piłkarskie albo ksiązki pisane przez dziennikarzy sportowych. Nie bez kozery uważam Pana Pawła Zarzecznego za najlepszego dziennikarza w tym kraju. O pasjach po części wiecie. Teraz pytanie dlaczego założyłem bloga? Już odpowiadam. Z nudów - to raz, a dwa z pomysłu. Wpadłem na pomysł, że będę robić wywiady ze znajomymi i pytać ich o dorosłość o pasję, no wiecie... Taka luźna gadka jakby przy piwku, bo w sumie zacny pomysł. Już odbiegam, że nikt tego czytać nie będzie, może kiedyś docenią. Ponadto jakiś meczyk opiszę, coś nabazgram o polskim rapie. Generalnie życie moje. Chcę się podzielić moim życiem z Wami. Witajcie na pokładzie, zaraz odpływamy.